wtorek, 8 grudnia 2015

Love yourself to death

Kissing death and losing my breath


Pracownica lodziarni, choć nadal szuka tego "czegoś" –––––––– MARZANNA –––––––– Dwudziestoczteroletnia, zimna i wyniosła manipulantka –––––––– Nie przepada za zwierzętami –––––––– Niegdyś zwiastująca śmierć, do której coś ją nadal ciągnie –––––––– Emanująca aura chłodu, zwodzące zachowanie, mocne stąpanie po ziemi  –––––––– Zamraża rzeczy, gdy towarzyszą jej silne emocje –––––––– Mieszkanie z wrednym rudzielcem –––––––– Serce skute lodem


Zawsze uwielbiała ten chłód podczas zimy. Ten mróz, przenikający do ludzkich kości, popychający do najróżniejszych czynów, aby tylko przetrwać. Nie pozwolić się stracić, bo jakże ironicznie wygląda powód śmierci na tle pogodowym. Marzanna z chęcią zdzierała uśmiechy z twarzy największym śmiałkom, którzy mieli czelność zapuszczać się w las podczas długiej zimy, chcąc zaśmiać się bogini prosto w twarz. A ona cierpliwie podążała za tymi marnymi kreaturami, czasem zsypując im prosto na głowę śnieg, wrzucając ich w zaspę lub stwarzając wichurę. Śmiech zwykle bywał ich ostatnią czynnością, gdy tracili resztki nadziei w pozornie bezpiecznym schronieniu przy dogaszającym ognisku, przelewając cały swój ból, niesprawiedliwość tego świata, nadmierne ambicje w jeden dźwięk. Marzanna przysiadywała razem z nimi, wpuszczając wiatr do jaskini, w których zwykle się chowali, a potem po prostu patrzyła, jak życie uchodzi z człowieka, udowadniając tym samym, że z bogami się nie wygra. Nawet nie podejmuje się gry.

Melodią dla jej uszu było skrzypienie śniegu pod stopami. Chłód odwiecznie stanowił jej część, tworząc w sercu Marzanny, które stanowi jedynie mięsień do pompowania krwi, istną pustynię lodową. Czy ma jakieś uczucia? Nienawidzi, wybucha niekontrolowanym gniewem, wtedy przymrozi też parę rzeczy wokół siebie, uśmiecha się ironicznie, przygryza dolną wargę w rzadkim zakłopotaniu, wzdycha i z irytacji przewraca stalowymi oczami. Od zawsze zabawiała się ludzkim istnieniem, kazała śmiertelnikom balansować na granicy życia i śmierci, a gdy Chaos zabrał jej ulubioną rozrywkę, przerzuciła się na mieszkańców Londynu. A raczej na bogów. Zawodowo zajmuje się utrudnianiem życia, bawieniem się cudzymi uczuciami i nakładaniem gałek w pobliskiej lodziarni. Brzmi jak dobry żart, ale jeszcze nie znalazła idealnej profesji, gdzie mogłaby wykorzystać cały swój potencjał. Przez najbliższe stulecie będzie skutecznie unikać jakiegokolwiek bliższego kontaktu z tymi marnymi istotami, rok w rok topiącymi jej podobiznę, aby miejsce zimy zajęła wiosna. Ta okropnie nudna i żałosna pora roku, której patronuje ten wredny rudzielec, zwany też młodszą siostrą.

Spadające londyńskie krople deszczu, przypominają jej delikatnie prószący śnieg. Z gracją płatki wirowały w powietrzu, niczym w tańcu, kończąc pokaz na miękkim podłożu, lśniąc w blasku wstającego słońca. Nienaruszony śnieg, kolor nieba przywdziewał inne barwy, wiatr delikatnie trącał drzewa, a dookoła cisza. Ludzie spali w swoich domach, zwierzęta pochowały się do kryjówek, a Marzanna siedzi na głazie i obserwuje wszystko z zapartym tchem. Surowość, przeplatająca się z łagodnością. Śmierć z czerwienią, plamiącą śnieg. Głucha cisza z pozorną samotnością. I wszędzie biel.

--------------------------------
FC: Cara Delevingne
Cytaty: Bones - MsMr i I'm so Sorry - Imagine Dragons
Zobaczymy czy Mara wyjdzie taka harda i odpychająca w wątkach. Mam nadzieję, że was nie zrazi i z nią wytrzymacie. Skuszę się na wszystko, czasem zaczynam, czasem wymyślam - handel wymienny.
No, kochajmy się <3

piątek, 20 listopada 2015

waterbender


CORSEN
Bez nazwiska, bez rodziny, bez zobowiązań

2 1   L A T
Choć przeżyciami przewyższa niejednego mędrca
P O Ł U D N I O W E   P L E M I Ę   W O D Y 
Większość życie spędziła na statku Narodu Ognia jako niewolnica, zgrabnie ukrywając swoją magię
P E Ł N A   S P R Z E C Z N O Ś C I
Z pozoru niewinna, ale co innego jej w duszy gra
U T A L E N T O W A N A
Mag wody, praktykujący magię krwi



środa, 11 listopada 2015

Och Lord, I have lot of sins...

But I don't want forgiveness.
MARA JOHNSON
ziemia — buntownik — 20 lat
geokineza — manipulacja — praktykująca inokinezę — dorywczo barmanka w klubie "Tavern" — studentka prawa — małe mieszkanie na spółkę ze znajomym — hipnotyzujące złote oczy — 163 wzrostu — niepozorna — parę tatuaży — zodiakalny byk — niezwykle uparta i pewna swoich racji, nawet gdy się myli — przekonywująca — zwodnicza — Panna Wszystkowiedząca, Wtykająca Nos w Nieswoje Sprawy i Niedotykalska — czasem prowadzi własne dochodzenia — talent do przyciągania kłopotów — serce to tylko mięsień bijący niezależnie od naszej woli — transportem kradziony motor — czasem nagina zasady — bez zahamowań — mieszanka wybuchowa — są chwile, gdy sumienie schodzi na drugi plan — może spać dosłownie wszędzie — niczym nieoswojone zwierzątko 


Grzech Pierwszy - Lekki
Odchyliła głowę do tyłu, wkładając pod nią ręce i czekając, aż krople deszczu spadną na jej twarz. Potrzebowała zimna, ochłodzenia, czegoś całkowicie błahego, na czym mogłaby skupić całą uwagę. Szukała rozproszenia. Dekoncentracji. Siedzenie na mokrej ławce w opustoszałym parku wydawało się dobrym rozwiązaniem. Myślała tylko o chłodzie i powstrzymaniem powiek przed opadnięciem. Mimo że nie była zmęczona, to cisza, która wręcz w nią wsiąkała, rytmiczne opadanie kropli i delikatny wiatr wprawiały ją w błogą euforię. Mgła unosiła się w powietrzu, ukrywając jej drobną sylwetkę. Słaby kamuflaż, ale przed Radą i tak się nie ukryje, zwłaszcza po tym, gdy bezczelnie odmówiła składania przysięgi i wyszła z wielkim hukiem z budynku. Uśmiech cisnął się jej na usta, gdy w jej głowie odtworzyła sobie ich zdziwione miny. Nie! Zszokowane bardziej pasuje. Kto by pomyślał, że Mara, ta mała istotka, może być taka wulgarna? Wzięła głęboki wdech.
- Słyszę cię, Mike. Tylko ty stawiasz takie słoniowate kroki. - mruknęła, delikatnie przechylając głowę w jego stronę. - Przyszedłeś mnie przekonywać? Starać się przekabacić na swoją stronę? Kości zostały rzucone, nic z tego.
Usłyszała głębokie westchnięcie, a po chwili urywany śmiech. Niechętnie uniosła powieki i spojrzała z niemym pytaniem na przyjaciela. On się śmiał? Ten poważny poplecznik Rady, stojący w cieniu ojca, który wszystko traktował na poważnie? O nie, nie da się nabrać. Nie uwierzy, dopóki nie zobaczy. Czasem żałowała, że nie jest wykrywaczem kłamstw, tak jak on.
- Kto by przypuszczał, że Mara Lee stanie się taka buntownicza? - przeczesał ręką mokre włosy i dosiadł się do niej na ławkę. W tej chwili miała niezwykłą ochotę, aby go z niej zrzucić. Wyciągnęła tylko przed siebie nogi, starając się przekazać jasne sygnały, aby ją zostawił. Miała wrażenie, że w myślach krążyło jej tylko "Idź w cholerę", nieświadomie przekazywane do jego umysłu, ale silnie odpierał jej mentalny atak. Nauki ze stryjem nie poszły na marne.
- Może jesteś po prostu ślepy? Zawsze taka byłam, Mikey. - burknęła. Czasy, gdy potulnie się na wszystko zgadzała, uznawała za dawne dzieje. Dzisiaj zaczyna życie od nowa. Bez kul u nóg. Bez zobowiązań. Wreszcie odetchnie pełną piersią. Wieki na to czekała.
- Wróć ze mną i wszystko odkręcimy - nalegał, a ona wyczuła, że przybrał minę zbitego szczeniaczka, jak to miał w zwyczaju. Mara przewróciłaby oczami, gdyby tylko miała je otwarte.
- Nie usłyszałeś, jak mówiłam N I E?
Wydał z siebie jęk protestu. Szło za ciężko? Nie przywykł? Sorry, taki mamy klimat. Albo się przyzwyczai, albo sobie pójdzie. Liczyła na drugą opcję. Musiał odpuścić. Zostawić ją w spokoju. Nie chciała go ranić, co w najbliższej przyszłości było nieuniknione.
- Nawet nie wiesz jaki talent marnujesz!
Na twarzy Mary pojawił się uśmiech.
- Chyba chciałeś powiedzieć, że go was pozbywam, Mikey.

Grzech Drugi - Ciężki




Grzech Trzeci - Niewybaczalny

wtorek, 20 października 2015

You will remember me for centuries

Alla Breame


Córka Apolla — 16.07.1990;19 lat — Całoroczna od siedmiu lat

R

My shadow's over you
uzdrowicielka — walka bronią białą — utalentowana artystycznie

Nigdy się nie poddasz, co? Choćby niebo waliło ci się na głowę, ludzie rzucaliby ci drzewa pod nogi, ty dalej będziesz iść pewnym siebie krokiem z triumfującym uśmiechem na twarzy i głową podniesioną do góry. Doprawdy denerwujące. Zawsze tak wytrwale dążysz do celu, wykorzystując swoje wszelkie asy w rękawie? Uważaj, bo kiedyś ci się one skończą, Słoneczko. Przysporzysz sobie przy tym wrogów, ale ciebie to nie obchodzi. Jesteś przecież samowystarczalna, choć lubisz przebywać wśród ludzi. Samotny wilk z duszą towarzystwa, ha! Pełna sprzeczności, jak zawsze. Jesteś jak słońce; czasem świecisz, wręcz promieniejesz na niebie, a czasem chowasz się za chmurami. Istna z ciebie ciocia-dobra-rada, choć uważasz, że słowa i tak nic nie zmienią, zbyt empatyczna i zbyt ambitna. Walczysz do ostatniego tchu całą sobą, po części to uwielbiając. Adrenalina stanowi twój napęd, nie możesz się bez niej obejść, pchając się w niebezpieczeństwo, a jednocześnie go unikając. Przeznaczenie i tak cię w końcu dopadnie. Uwielbiasz pokazywać ile jesteś warta i robić ludziom na przekór. Nie potrafisz wykonać jakiejś sekwencji? Cały dzień spędzisz na arenie, ćwicząc ją do upadłego, w końcu pokazując, że się mylili. Warkniesz kiedy trzeba, rzadko podkulisz ogon, pokarzesz kły, drapniesz pazurami. Masz to po mamusi, córce Zeusa, byłej grupowej domku i aktorce teatralnej, obecnie przewracającej się w grobie. No cóż, można powiedzieć, że twoje dwunaste urodziny nie były najlepsze. Podczas premiery unowocześnionej wersji Romea i Julii, potwór przebił Samanthę Breame na wskroś mieczem. Publiczność oczywiście nic sobie z tego nie robiła, owa scena dotyczyła śmierci Julii. Była sztuczna krew, nawoływanie pomocy, okrzyki bólu, no i git. Bili brawo ponad minutę. Jako dwunastolatka siedziałaś z otwartą buzią na widowni, a gdy potwór zaczął się do ciebie zbliżać, po prostu uciekłaś z teatru. Po paru dniach tułaczki, natrafiłaś na kogoś takiego jak ty i dotarliście do Obozu Herosów. Do tej pory nie wiesz co robisz u Apolla. Z twoim charakterem pasowałabyś bardziej na dziecko Aresa, ale mieścisz się w kryteriach. Błękitne oczy, blond włosy, odziedziczone talenty, chęć niesienia pomocy, choć łuku wolisz nie tykać, odkąd prawie pozbawiłaś kogoś głowy przez złe wycelowanie. Ta pechowa osóbka chyba nie chowa do ciebie urazy, a przynajmniej masz taką nadzieję. Sama nie ubolewasz, wolisz bliskie starcie z przeciwnikiem. Od małego marzyłaś o staniu się prawdziwym bohaterem, idealnym przywódcą, dobrym człowiekiem. Wiesz, że los lubi mieszać nam w planach. Prawie zawsze widać u ciebie ten charakterystyczny błysk w oku, a jeśli wystąpi z typowym dla ciebie uśmieszkiem, strzeżcie się ludzie! Do głowy wpadł jej właśnie świetny pomysł na wymknięcie się z obozu, czasem przecież trzeba trochę odejść od zasad, aby posmakować życia, genialna strategia w kolejnej grze o flagę albo rym, który nie może się zmarnować. Jesteś kreaturą swoich przyzwyczajeń. Uważasz, że kontrola nie jest dla ciebie. Rzucasz się w wir wydarzeń, patrząc jak wymykają się spod panowania i godząc się na skutki, jednocześnie planując każdy ruch i ważąc każde słowo. Od zawsze wystawiałaś się na próby, pakowałaś w kłopoty, pożądając adrenaliny i niebezpieczeństwa. Nauczyłaś się jednego, czego przestrzegasz do dziś. Akceptacja, adaptacja, reakcja.

I can't stop till the whole world knows my name
jazda konno — ulubionym bogiem Ares i Hefajstos — uprzedzenia do dzieci Afrodyty


----------------
Pisanie kart nie jest moją mocną stroną, Alla zapewne mocno odbiegnie od pierwotnego zarysu
Cytaty z piosenki Centuries - Fall Out Boy, wizerunek Hedvig Palm
Kochajmy się!
Biorę wszystko, powiązania, wątki, retrospekcje, a nawet misję, jeśli ktoś byłby chętny do pisania w trzy osoby c: