Kissing death and losing my breath


Pracownica lodziarni, choć nadal szuka tego "czegoś" –––––––– MARZANNA –––––––– Dwudziestoczteroletnia, zimna i wyniosła manipulantka –––––––– Nie przepada za zwierzętami –––––––– Niegdyś zwiastująca śmierć, do której coś ją nadal ciągnie –––––––– Emanująca aura chłodu, zwodzące zachowanie, mocne stąpanie po ziemi –––––––– Zamraża rzeczy, gdy towarzyszą jej silne emocje –––––––– Mieszkanie z wrednym rudzielcem –––––––– Serce skute lodem
Zawsze uwielbiała ten chłód podczas zimy. Ten mróz, przenikający do ludzkich kości, popychający do najróżniejszych czynów, aby tylko przetrwać. Nie pozwolić się stracić, bo jakże ironicznie wygląda powód śmierci na tle pogodowym. Marzanna z chęcią zdzierała uśmiechy z twarzy największym śmiałkom, którzy mieli czelność zapuszczać się w las podczas długiej zimy, chcąc zaśmiać się bogini prosto w twarz. A ona cierpliwie podążała za tymi marnymi kreaturami, czasem zsypując im prosto na głowę śnieg, wrzucając ich w zaspę lub stwarzając wichurę. Śmiech zwykle bywał ich ostatnią czynnością, gdy tracili resztki nadziei w pozornie bezpiecznym schronieniu przy dogaszającym ognisku, przelewając cały swój ból, niesprawiedliwość tego świata, nadmierne ambicje w jeden dźwięk. Marzanna przysiadywała razem z nimi, wpuszczając wiatr do jaskini, w których zwykle się chowali, a potem po prostu patrzyła, jak życie uchodzi z człowieka, udowadniając tym samym, że z bogami się nie wygra. Nawet nie podejmuje się gry.
Melodią dla jej uszu było skrzypienie śniegu pod stopami. Chłód odwiecznie stanowił jej część, tworząc w sercu Marzanny, które stanowi jedynie mięsień do pompowania krwi, istną pustynię lodową. Czy ma jakieś uczucia? Nienawidzi, wybucha niekontrolowanym gniewem, wtedy przymrozi też parę rzeczy wokół siebie, uśmiecha się ironicznie, przygryza dolną wargę w rzadkim zakłopotaniu, wzdycha i z irytacji przewraca stalowymi oczami. Od zawsze zabawiała się ludzkim istnieniem, kazała śmiertelnikom balansować na granicy życia i śmierci, a gdy Chaos zabrał jej ulubioną rozrywkę, przerzuciła się na mieszkańców Londynu. A raczej na bogów. Zawodowo zajmuje się utrudnianiem życia, bawieniem się cudzymi uczuciami i nakładaniem gałek w pobliskiej lodziarni. Brzmi jak dobry żart, ale jeszcze nie znalazła idealnej profesji, gdzie mogłaby wykorzystać cały swój potencjał. Przez najbliższe stulecie będzie skutecznie unikać jakiegokolwiek bliższego kontaktu z tymi marnymi istotami, rok w rok topiącymi jej podobiznę, aby miejsce zimy zajęła wiosna. Ta okropnie nudna i żałosna pora roku, której patronuje ten wredny rudzielec, zwany też młodszą siostrą.
Spadające londyńskie krople deszczu, przypominają jej delikatnie prószący śnieg. Z gracją płatki wirowały w powietrzu, niczym w tańcu, kończąc pokaz na miękkim podłożu, lśniąc w blasku wstającego słońca. Nienaruszony śnieg, kolor nieba przywdziewał inne barwy, wiatr delikatnie trącał drzewa, a dookoła cisza. Ludzie spali w swoich domach, zwierzęta pochowały się do kryjówek, a Marzanna siedzi na głazie i obserwuje wszystko z zapartym tchem. Surowość, przeplatająca się z łagodnością. Śmierć z czerwienią, plamiącą śnieg. Głucha cisza z pozorną samotnością. I wszędzie biel.
FC: Cara Delevingne
Cytaty: Bones - MsMr i I'm so Sorry - Imagine Dragons
Zobaczymy czy Mara wyjdzie taka harda i odpychająca w wątkach. Mam nadzieję, że was nie zrazi i z nią wytrzymacie. Skuszę się na wszystko, czasem zaczynam, czasem wymyślam - handel wymienny.
No, kochajmy się <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz