But I don't want forgiveness.

MARA JOHNSON
ziemia — buntownik — 20 lat
geokineza — manipulacja — praktykująca inokinezę — dorywczo barmanka w klubie "Tavern" — studentka prawa — małe mieszkanie na spółkę ze znajomym — hipnotyzujące złote oczy — 163 wzrostu — niepozorna — parę tatuaży — zodiakalny byk — niezwykle uparta i pewna swoich racji, nawet gdy się myli — przekonywująca — zwodnicza — Panna Wszystkowiedząca, Wtykająca Nos w Nieswoje Sprawy i Niedotykalska — czasem prowadzi własne dochodzenia — talent do przyciągania kłopotów — serce to tylko mięsień bijący niezależnie od naszej woli — transportem kradziony motor — czasem nagina zasady — bez zahamowań — mieszanka wybuchowa — są chwile, gdy sumienie schodzi na drugi plan — może spać dosłownie wszędzie — niczym nieoswojone zwierzątko
Grzech Pierwszy - Lekki
Odchyliła głowę do tyłu, wkładając pod nią ręce i czekając, aż krople deszczu spadną na jej twarz. Potrzebowała zimna, ochłodzenia, czegoś całkowicie błahego, na czym mogłaby skupić całą uwagę. Szukała rozproszenia. Dekoncentracji. Siedzenie na mokrej ławce w opustoszałym parku wydawało się dobrym rozwiązaniem. Myślała tylko o chłodzie i powstrzymaniem powiek przed opadnięciem. Mimo że nie była zmęczona, to cisza, która wręcz w nią wsiąkała, rytmiczne opadanie kropli i delikatny wiatr wprawiały ją w błogą euforię. Mgła unosiła się w powietrzu, ukrywając jej drobną sylwetkę. Słaby kamuflaż, ale przed Radą i tak się nie ukryje, zwłaszcza po tym, gdy bezczelnie odmówiła składania przysięgi i wyszła z wielkim hukiem z budynku. Uśmiech cisnął się jej na usta, gdy w jej głowie odtworzyła sobie ich zdziwione miny. Nie! Zszokowane bardziej pasuje. Kto by pomyślał, że Mara, ta mała istotka, może być taka wulgarna? Wzięła głęboki wdech.
- Słyszę cię, Mike. Tylko ty stawiasz takie słoniowate kroki. - mruknęła, delikatnie przechylając głowę w jego stronę. - Przyszedłeś mnie przekonywać? Starać się przekabacić na swoją stronę? Kości zostały rzucone, nic z tego.
Usłyszała głębokie westchnięcie, a po chwili urywany śmiech. Niechętnie uniosła powieki i spojrzała z niemym pytaniem na przyjaciela. On się śmiał? Ten poważny poplecznik Rady, stojący w cieniu ojca, który wszystko traktował na poważnie? O nie, nie da się nabrać. Nie uwierzy, dopóki nie zobaczy. Czasem żałowała, że nie jest wykrywaczem kłamstw, tak jak on.
- Kto by przypuszczał, że Mara Lee stanie się taka buntownicza? - przeczesał ręką mokre włosy i dosiadł się do niej na ławkę. W tej chwili miała niezwykłą ochotę, aby go z niej zrzucić. Wyciągnęła tylko przed siebie nogi, starając się przekazać jasne sygnały, aby ją zostawił. Miała wrażenie, że w myślach krążyło jej tylko "Idź w cholerę", nieświadomie przekazywane do jego umysłu, ale silnie odpierał jej mentalny atak. Nauki ze stryjem nie poszły na marne.
- Może jesteś po prostu ślepy? Zawsze taka byłam, Mikey. - burknęła. Czasy, gdy potulnie się na wszystko zgadzała, uznawała za dawne dzieje. Dzisiaj zaczyna życie od nowa. Bez kul u nóg. Bez zobowiązań. Wreszcie odetchnie pełną piersią. Wieki na to czekała.
- Wróć ze mną i wszystko odkręcimy - nalegał, a ona wyczuła, że przybrał minę zbitego szczeniaczka, jak to miał w zwyczaju. Mara przewróciłaby oczami, gdyby tylko miała je otwarte.
- Nie usłyszałeś, jak mówiłam N I E?
Wydał z siebie jęk protestu. Szło za ciężko? Nie przywykł? Sorry, taki mamy klimat. Albo się przyzwyczai, albo sobie pójdzie. Liczyła na drugą opcję. Musiał odpuścić. Zostawić ją w spokoju. Nie chciała go ranić, co w najbliższej przyszłości było nieuniknione.
- Nawet nie wiesz jaki talent marnujesz!
Na twarzy Mary pojawił się uśmiech.
- Chyba chciałeś powiedzieć, że go was pozbywam, Mikey.
Grzech Drugi - Ciężki
Odchyliła głowę do tyłu, wkładając pod nią ręce i czekając, aż krople deszczu spadną na jej twarz. Potrzebowała zimna, ochłodzenia, czegoś całkowicie błahego, na czym mogłaby skupić całą uwagę. Szukała rozproszenia. Dekoncentracji. Siedzenie na mokrej ławce w opustoszałym parku wydawało się dobrym rozwiązaniem. Myślała tylko o chłodzie i powstrzymaniem powiek przed opadnięciem. Mimo że nie była zmęczona, to cisza, która wręcz w nią wsiąkała, rytmiczne opadanie kropli i delikatny wiatr wprawiały ją w błogą euforię. Mgła unosiła się w powietrzu, ukrywając jej drobną sylwetkę. Słaby kamuflaż, ale przed Radą i tak się nie ukryje, zwłaszcza po tym, gdy bezczelnie odmówiła składania przysięgi i wyszła z wielkim hukiem z budynku. Uśmiech cisnął się jej na usta, gdy w jej głowie odtworzyła sobie ich zdziwione miny. Nie! Zszokowane bardziej pasuje. Kto by pomyślał, że Mara, ta mała istotka, może być taka wulgarna? Wzięła głęboki wdech.
- Słyszę cię, Mike. Tylko ty stawiasz takie słoniowate kroki. - mruknęła, delikatnie przechylając głowę w jego stronę. - Przyszedłeś mnie przekonywać? Starać się przekabacić na swoją stronę? Kości zostały rzucone, nic z tego.
Usłyszała głębokie westchnięcie, a po chwili urywany śmiech. Niechętnie uniosła powieki i spojrzała z niemym pytaniem na przyjaciela. On się śmiał? Ten poważny poplecznik Rady, stojący w cieniu ojca, który wszystko traktował na poważnie? O nie, nie da się nabrać. Nie uwierzy, dopóki nie zobaczy. Czasem żałowała, że nie jest wykrywaczem kłamstw, tak jak on.
- Kto by przypuszczał, że Mara Lee stanie się taka buntownicza? - przeczesał ręką mokre włosy i dosiadł się do niej na ławkę. W tej chwili miała niezwykłą ochotę, aby go z niej zrzucić. Wyciągnęła tylko przed siebie nogi, starając się przekazać jasne sygnały, aby ją zostawił. Miała wrażenie, że w myślach krążyło jej tylko "Idź w cholerę", nieświadomie przekazywane do jego umysłu, ale silnie odpierał jej mentalny atak. Nauki ze stryjem nie poszły na marne.
- Może jesteś po prostu ślepy? Zawsze taka byłam, Mikey. - burknęła. Czasy, gdy potulnie się na wszystko zgadzała, uznawała za dawne dzieje. Dzisiaj zaczyna życie od nowa. Bez kul u nóg. Bez zobowiązań. Wreszcie odetchnie pełną piersią. Wieki na to czekała.
- Wróć ze mną i wszystko odkręcimy - nalegał, a ona wyczuła, że przybrał minę zbitego szczeniaczka, jak to miał w zwyczaju. Mara przewróciłaby oczami, gdyby tylko miała je otwarte.
- Nie usłyszałeś, jak mówiłam N I E?
Wydał z siebie jęk protestu. Szło za ciężko? Nie przywykł? Sorry, taki mamy klimat. Albo się przyzwyczai, albo sobie pójdzie. Liczyła na drugą opcję. Musiał odpuścić. Zostawić ją w spokoju. Nie chciała go ranić, co w najbliższej przyszłości było nieuniknione.
- Nawet nie wiesz jaki talent marnujesz!
Na twarzy Mary pojawił się uśmiech.
- Chyba chciałeś powiedzieć, że go was pozbywam, Mikey.
Grzech Drugi - Ciężki
Grzech Trzeci - Niewybaczalny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz